Lucyna Ćwierczakiewicz, czyli nasza polska Julia Child robiła babkę ze stu żółtek. Trudno to sobie wyobrazić, ale w przepisie z 1858 roku podaje wyraźnie, by tylu ich użyć do kilograma mąki. Szaleństwo wydawałoby się, a dzięki niemu podobno ciasto było pięknie żółte, puszyste i długo świeże. Babka nazywana muślinową należała do tych najdroższych świątecznych wypieków, ale nie myślcie, że pani Lucyna objadała się nią sama. Otóż zamówienia składano długo przed Wielkanocą. Ciekawe, czy i dziś znaleźliby się na nią chętni?
Ja takiej odwagi w sobie nie mam, by podążać śladem nestorki polskich kulinariów. Ale babkę świąteczną piekę z przyjemnością. Tylko z mniejszą ilością składników. W tym roku rezygnuję z lukru i oblewam ją białą czekoladą. Jest dobrze, więc polecam tę wersję z tą samą gorliwością, która towarzyszyła dawno temu Lucynie Ćwierczakiewicz:)
Ciasto drożdżowe lubi ciepło naszych rąk, więc warto się poświęcić i wyrabiać je bez wsparcia miksera. Babka odwdzięczy się swoją delikatnością i elastycznością!