Jestem absolutną fanką łączenia sałaty z owocami, dlatego ta  kompozycja zachwyciła mnie, gdy zobaczyłam ją na ekranie telewizora w jednym z programów. Składniki zanotowałam w pamięci i odtwarzałam kilka dni później, więc nie jest to zapewne wierna kopia, ale smakuje wyśmienicie. Delikatny ser kozi w towarzystwie migdałów, soczyste mandarynki wymieszane z pestkami granata oraz maliny zaostrzone kolorowym pieprzem i wytrawnym winem. Sałatka serwowana na śniadanie pozwala przyjemnie rozpocząć dzień.  

O tym, że jestem fanką absolutną rukoli już wspominałam. Ponieważ znudziły mi się dodatki w postaci sera czy łososia do niej, szukałam nowych inspiracji. Kompozycja powstała w kuchni, jak to często bywa -  przypadkowo. W lodówce czekała otwarta puszka z brzoskwiniami, które trzeba było zużyć. Przejrzałam przepisy i trafiłam na bardzo przyjemne połączenie ziołowo-owocowe, w którym jednak nie zabrakło sera.

To propozycja na efektowne śniadanie. Nie trzeba wstawać zbyt wcześnie, by je przyrządzić, bo wykonanie trwa zaledwie chwilę. Efekt jest zaskakujący -  w środku pod delikatną szynką  kryje się  jajko po wiedeńsku. Po otwarciu sakiewki żółtko rozlewa się i subtelnie pokrywa liście rukoli. To taki smaczny niezobowiązujący prezent.

W Ameryce Południowej    ananas to  nana, co oznacza zapach. To określenie idealnie pasuje do tej sałatki.  Jest niezwykle aromatyczna i fantastyczna na upalne dni. Lekka, orzeźwiająca nutą limonki kompozycja tego, co w kuchni najzdrowsze. Można jeść ją  bez ograniczeń, bo ananas ma niewiele kalorii, za to dużo   przydatnej witaminy C. Ja tę sałatkę podpatrzyłam u kolegi i z przyjemnością zaczęłam serwować swoim gościom. Powstaje w ciągu kilku minut. Ten, kto ma słabość do kolendry, będzie zachwycony. Cudownie równoważy słodycz ananasa. Ananas od kilkunastu lat dostępny jest w Polsce na każdym targowisku i tam polecam go kupować - nie w hipermarketach, a w XVIII wieku był nawet uprawiany w ogrodach Frascati Stanisława Augusta Poniatowskiego.

O tej sałatce usłyszałam nad talerzem z kaczką w burakach. Kaczka była z jabłkami, a buraki z żurawiną. Ciekawe słodko-kwaśne połączenie pobudzało apetyt i inspirowało do kolejnych prób. Z ciekawością więc przyjęłam opowieść o lekkiej sałatce, w której buraki odgrywają główną rolę. Włączyłam ją do świątecznego menu. Wyszła orzeźwiająca kompozycja, przełamana gorzkawym smakiem orzecha. Dobrze pasuje do czerwonego mięsa. Nie tylko ze względu na kolor.

Rukola należy do moich ulubionych sałat. Ma w sobie  nutę  goryczy, która wyróżnia ją spośród innych, jest intensywna    i do tego świetnie komponuje się z różnymi dodatkami. Przed wojną hodowano ją w Polsce, potem stwierdzono, że jest zbyt pospolita i traktowano, jak chwast. Wróciła do nas z Francji, gdzie od lat rukola uznawana jest za sałatę wykwintną. W Polsce, jako towar eksportowy osiąga zdecydowanie za wysoką cenę. We Włoszech za to można ją sobie zerwać w czasie spaceru, bo w wielu miejscach rośnie dziko. Tę wersję rukoli   z orzechami podkradłam już dawno z restauracji Cegielnia we Wrocławiu.

W Gwatemalii uważają, że miąższ z awokado  świetnie działa na włosy, Europejczycy uznali, że ma zbawienny wpływ na pracę serca.   Na pewno jest bogate w potas, a  on poprawia nastrój. Tę nieskomplikowaną sałatkę podpatrzyłam na jednej z proszonych kolacji. Tworzy solidną kompozycję witamin.  Idealną na wiosenne przesilenie.